I hate Mondays.
[15.09.08/12:45]
Bo tak i już. Kiedyś poniedziałki kojarzyły mi się z wiecznym lumpowaniem. Umawialiśmy się rano i zasuwaliśmy po wszystkich lumpach - to, poniedziałkowe schadzki. Potem każdy poszedł do roboty i się skończyło.
Spektakl był dobry. Chociaż kiedy jedna z aktorek chlasnęła sobie nożem żyłkę (mimo że widać było że doczepiona) myślałem, że tam zejdę. Taki galimatias trochę na tej scenie, pan z reklamy Plusa wyglądał dziwnie przytsojnie, ostatnia scena uratowała spektakl. Najpierw nastraszono mnie, że ma trwać 3h z przerwą. Przysięgam, czekałem na tą przerwę, bo myślałem, że rozsadzi mi pęcherz. Okazało się jednak, że przerwy nie ma, a spektakl trwa godzinę z hakiem. Potem było wino i żarcie i Nina Terentiew w palarni. To bardzo brzydka kobieta. Do zdjęć pozuje ze śmiesznym grymasem, który nazwaliśmy "cipka na twarzy". Ni to uśmiech, ni skrzywienie. Przyszła ze swoją jakąś tam kuzyneczką z Poznania, która zamiawiała jej taksówki i... gasiła za nią papierosy. Był też Lubaszenko przy któym zachwiałem się niechcący po 3 kielonku, wszak zamarzyłem o najebce, żeby jak w przedstawieniu nie pochlastać się tym, co było pod ręką. Był też Szymon B. - prawnik z "Magdy M.". I my byliśmy. Młoda poznańska bohema odziana very vintage. I były też zdjęcia. Zamarzyłem, żeby być Paris Hilton. Mimo że i tak wszyscy lampili się właśnie na nas...
Spektakl był dobry. Chociaż kiedy jedna z aktorek chlasnęła sobie nożem żyłkę (mimo że widać było że doczepiona) myślałem, że tam zejdę. Taki galimatias trochę na tej scenie, pan z reklamy Plusa wyglądał dziwnie przytsojnie, ostatnia scena uratowała spektakl. Najpierw nastraszono mnie, że ma trwać 3h z przerwą. Przysięgam, czekałem na tą przerwę, bo myślałem, że rozsadzi mi pęcherz. Okazało się jednak, że przerwy nie ma, a spektakl trwa godzinę z hakiem. Potem było wino i żarcie i Nina Terentiew w palarni. To bardzo brzydka kobieta. Do zdjęć pozuje ze śmiesznym grymasem, który nazwaliśmy "cipka na twarzy". Ni to uśmiech, ni skrzywienie. Przyszła ze swoją jakąś tam kuzyneczką z Poznania, która zamiawiała jej taksówki i... gasiła za nią papierosy. Był też Lubaszenko przy któym zachwiałem się niechcący po 3 kielonku, wszak zamarzyłem o najebce, żeby jak w przedstawieniu nie pochlastać się tym, co było pod ręką. Był też Szymon B. - prawnik z "Magdy M.". I my byliśmy. Młoda poznańska bohema odziana very vintage. I były też zdjęcia. Zamarzyłem, żeby być Paris Hilton. Mimo że i tak wszyscy lampili się właśnie na nas...
Komentarze
no tak
masz rację :) podoba mi się Twoje podejście :))wiesz co
ja mam podejście do nich jak do siebie czyli - po co mi autograf skoro to taki człek jak ja? skoro ode mnie nie biorą to ja od nich też nie. może dlatego żyję w dobrej komitywie z many "celebrities", bo gwiazd w Polsce to dla mnie nie ma...lenia?
eee chyba tych gwiazd ;) mogłeś wziąśc mi autograf... tylko jeszcze nie wiem ok kogo...hmmm
oj,fet masz ty tfffurcze życie:)chyba ogromnego lenia
który mnie dopadł dzisiaj i nie mam siły nawet na eskę odpisać.hehe
a i tak jest Ci czego pozazdrościc pomimo poniedziałku :)