The end of an era.
[26.06.09/10:26]
To tak jakby ktoś przyszedł, włożył mi rękę w głowę i zabrał z niej dzieciństwo, a razem z nim wszystkie fantazje, marzenia, inspiracje i co tam jeszcze siedziało. Tydzień temu znalazłem pierwszą oryginalną płytę, kupioną wówczas za fortunę, bo mi pani w sklepie powiedziała, że jak płyta ma taki hologram, to pieniążki z jej sprzedaży idą do artysty, więc te moje pójdą do Michaela. No to wydałem te pieniążki, a lat miałem może 9, 10, nie pamiętam. Pamiętam za to, że oglądałem potem teledyski i uczyłem się choreografii, bo ja też chciałem być jak on. I wczoraj mi mówią, że nie żyje. I dostaję wtedy paraliżu. Nagłego. Masakrycznegi i niespodziewanego. Odpalam wszystkie możliwe stacje telewizyjne i czekam na jakieś informacje. Strona główna Facebooka zalana statusami o jego śmierci znajomych moich z całego świata. Wszyscy przekazujemy sobie info. Szaleństwo. Nie widziałem dawno takiej internetowej solidarności. Nie wiem dlaczego obchodzi mnie śmierć człowieka przecież mi obcego, nie pojechałem nawet na jego koncert w Polsce, o który mając te 9, 10 lat prosiłem w liście, który wysłałem ponoć też do Michaela. Po 2 miesiącach przyszła koszulka i zdjęcie z autentycznym autografem. Koszulki już nie mam, zdjęcie zawieruszyło się gdzieś podczas licznych przeprowadzek. Śmierć papieża nie obeszła mnie wcale, a tu... To koniec ery wielkich gwiazd. Ostatnia właśnie zgasła. Jego reputację zszargały media, co zawsze mnie w jakiś sposób bolało, bo chcąc nie chcąc jestem ich częścią. Pedofil? Zjeb? Nie. Po prostu dobry człowiek, nieszczęśliwy w skórze, w której się urodził. Liczyłem na tą zapowiadaną płytę. Naprawdę. Odeszła ikona muzyki, bez której muzyka i dokonania milionów innych artystów nie byłyby takie same. R.I.P.
Komentarze
.
chuj tam, że tak powiem.ludzie bdarzeni Wielkim Talentem
mają wielką wrażliwość... nadwrażliwość, "cieńszą skórę" białą czy czarną, i łatwiej ich zranić. ktoś może kiedys napisze jakąs prawdę o Michaelu, który dla mnie był Artystą, ikoną ale przede wszystkim był cholernie samotnym, smutnym, zagubionym dzieckiem, nawet teraz kiedy miał 50 lat... Smutek i zal wielkiA ze jest to konie jakiejś epoki w kulturze, sztuce i zyciu wielu ludzi to fakt... ja też to tak odbieram, choć nie była fanką Michaela, po prostu znałam jego muzyke, niektóre utwory były rewelacyjne...
zgadzam się.
Nic dodać, nic ująć.ja
czuję to samozgadzam
sie z toba, tez poczulam sie jakby odeszla z nim czesc mojego dziecinstwa. Moze nie bylam skonczona fanka ale pamietam jak wysiadywalam przez telewizorem zeby zobaczyc chodzby fragment Bill Jean.Na prawde wielka szkoda, ze odszedl. Byl zagubiony ale byl ikona i bedzie legenda.
I yourij to jest koniec pewnej ery jak koncem byla smierc Elvisa, Marylin, Lenona - sa gwiazdy nie do zastapienia, sa gwiazdy, ktore swoja obecnoscia tworza pewna epoke i wraz z nimi ta epoka odchodzi.
panie opublikują
.koniec ery ?
jakiej ery, co jakiś czas umiera jedna z wielkich gwiazd i za każdym razem ludzie piszą o końcu jakiegoś etapu (bo erą bym tego nie nazwał).fakt smutny, jak każda śmierć
fakt niezaprzeczalny co do jego wielkości
ale czy to już koniec ery ? jakiej, nie ma w świecie szołbiznesu końców możliwych do nakreślenia jedną, wyraźną linią.. on się zmieniał, jego muzyka się zmieniała (Heal the world jakiś inny niż to co wcześniejsze)
skoro płynność zmian, to skąd nagle granice ?
muzycznie był na marginesie ostatnio, miał dopiero co powstać na nowo (w planach) - jeśli o końcu ery mówić można, to nie wczoraj czy dziś (gdy umarł człowiek) lecz tam, gdzie przestał tworzyć... tam, gdzie pojawiły się medialne twory jednochwilowe w tak zatrważającej ilości
btw. fatalny moment na śmierć wybrał sobie
już pisać zacząłem
jutro wrzucę na serwer, to może Panie mi opublikują ;)Fet
napisz o Nim proszę artykuł.nie był moim idolem, ale...
był mega gwiazdą, niewątpliwiecoś się skończyło...
ja to w ogóle jestem taka zimna ryba
i nigdy nie pasjonowałam się straszliwie czyjąś muzyką, owszem lubiłam posłuchać i tyle, no cóż, taka ułomność, ale Michaela lubiłam i żal mi było, ze tak sie stara być kochany i coraz piękniejszy i coraz bielszy, ale miał wielkie serce i o tym przede wszystkim będą ludzie pamiętać.moja siostra za to
miała cały pokój w plakatach, prowadziła zeszyty ze zdjęciami i newsami o nim, a ja razem z nią. to ona zaraziła mnie Michaelem. i do dziś mamy te swój zeszyty i kasety video z teledyskami, filmami i koncertami.no ja byłem takim fanem obsesyjnym raczej LOL
wycinki, plakaty, koszulki ;) nigdy później nie miałem tak wielkiego idola.megg
tak jest niestety zawsze w przypadku śmierci wielkich ludzi :/ smutne.i ciężko pogodzić się z tym, że Michaela już nie ma..
no tak...
zgadzam się z Tobą, to jest koniec pewnej ery.Pamiętam, mała byłam i pojechałam z rodzicami na wakacje. Przy okazji któregoś z kolei spaceru kupili mi kasetę Michaela. Po przyjściu do pokoju, włączyłam od razu mojego pierwszego "malutkiego" walkmana Sanyo (to był wtedy rarytas) i zasypiałam z jego muzyką na uszach.
Mam do niego wielki sentyment. Nie wieszałam plakatów na ścianach, nie płakałam na jego widok ale jego muzyka zawsze gdzieś była w tle, cokolwiek by się u mnie nie działo.
prawda, smutna prawda...
a najbardziej martwi mnie to, że niektórzy będę próbowali dorobić się na smierci Michaela, tak jak to było w przypadku Wojtyły - masowa produkcja kubkó, koszulek, medalików, kalendarzy itd..